Obiegi Kultury stanowiły przełom w dyskusji o problemie dystrybucji i obiegu treści w polskich warunkach. Raport był wielokrotnie krytykowany, stawiano mu zarzuty m.in. o to, że analizuje tylko te problemy badawcze, które sam tworzy. Wyniki z innych krajów potwierdzają jednak obserwacje poczynione na lokalnym gruncie.

Ludzie, którzy kupują najwięcej muzyki to ci, którzy najaktywniej korzystają z nieformalnych kanałów obiegu plików muzycznych. I w Polsce, i zagranicą.

The American Assembly opublikowało raport o dystrybucji plików muzycznych. Pod uwagę wzięto wszystkich tych, którzy odpowiedzieli, że posiadają cyfrową muzykę (stanowiło to ok 50% populacji), a następnie podzielono ich na kilka grup wiekowych.

Wnioski nie są szokujące – grupa, która posiadała najwięcej plików audio to osoby w przedziale wiekowym 18-29 lat. Każdy z badanych posiadał średnio 1867 plików, ale jest to wartość zawyżona przez kolekcjonerów posiadających nawet kilkanaście tysięcy pozycji. Medianą było 1000.

Grupa 30-49 nie odbiegała od młodszej generacji biorąc pod uwagę średnią ilość posiadanych plików (1398), ale mediana obrazuje przepaść –  najwięcej osób oscylowało dookoła kolekcji liczącej 400 kawałków.

Jeśli spojrzeć na źródło pobranych plików obie grupy zachowują się prawie identycznie – kupują ok. 700 piosenek, ok. 400 zgrywają z płyt. Różnica w średniej wielkości kolekcji wynika z faktu, że młodzież trzykrotnie częściej kopiuje pliki od rodziny i znajomych oraz ściąga je za darmo z internetu. Na tym etapie można zamknąć rozważania i stwierdzić, że ściąganie za darmo oraz zgrywanie muzyki od przyjaciół nie wpływa na sprzedaż, a stanowi jedynie dodatek to trwałych przyzwyczajeń jednakowych dla całej populacji poniżej pięćdziesiątki. Dzieci idą w ślady swoich rodziców, ale dodatkowo korzystają z nowych technologii, sprawa zamknięta.

Ale takie podejście uniemożliwiłoby dotarcie do sedna problemu, porównanie średnich nic nie wnosi – w końcu średnia ilość zakupionych piosenek dla grupy 30-49 jest o 75% większa, niż mediana wielkości całej kolekcji badanych. Mały odsetek pasjonatów sprawia, że wyniki są nieczytelne.

W związku z tym cytowane badanie wprowadza inne rozróżnienia – na użytkowników sieci p2p (piraci!) oraz tych, którzy nie korzystają z tego kanału dzielenia się kulturą. I tutaj wyniki zbiegają się z wnioskami z Obiegów Kultury.

W Stanach Zjednoczonych użytkownik p2p posiada kolekcję średnio 1979 utworów, w porównaniu do 1264 plików, które posiadają ci, którzy nie korzystają intensywnie z możliwości nieformalnego przesyłania treści przez sieć. Różnica ta wynika głównie z większej ilości plików ściągniętych za darmo, ale niemałą rolę ma wolumen legalnych, autoryzowanych zakupów. Średni „pirat” kupił 760 plików, a ci, którzy zrezygnowali z sieci p2p posiadają wyłącznie 582 legalnie zakupione pliki.

Świadomość, że osoby intensywnie uczestniczące w obiegu kultury (zarówno w sposób autoryzowany, jak i nieautoryzowany) wydają na nią najwięcej pieniędzy powoli przebija się do opinii publicznej. Czarno-biały świat, w którym naprzeciw siebie stawiano aniołów, którzy grzecznie kupują płyty oraz podłych piratów, którzy odbierają twórcom chleb w końcu ustępuje zrozumieniu skomplikowanego systemu, w którym różne treści oraz różne kanały dystrybucji przeplatają się dając często niespodziewane rezultaty. Szokujące może być również sztuczne tworzenie problemów. Przemysł praw autorskich w Stanach Zjednoczonych ma doskonały ogląd sytuacji i tego, jak w rzeczywistości wyglądają nieautoryzowane kanały dystrybucji treści (co okazało się, kiedy wyciekła jedna z poufnych prezentacji RIAA), ale mimo to uderza on w alarmistyczne tony w celu uzyskania dalszych przywilejów. O wiele łatwiej jest próbować blokować rozwój, niż reformować system.

Kolejnym problemem są próby walki z „nielegalnym” obiegiem treści, które nieustannie podejmuje przemysł praw autorskich. Po lekturze artykułu American Assembly można zadać sobie pytanie – czym w rzeczywistości jest obieg „nielegalny”? Dane z Niemiec cytowane w artykule pokazują, że użytkownicy w wieku 18-29 lat kupili 36% posiadanych przez siebie plików, 22% zgrali z posiadanych już płyt, 25% pozyskali od rodziny i znajomych, a ściągnęli za darmo wyłącznie 17%. Zgodnie z niemieckim (ale w tym przypadku również bardzo podobnym – polskim) prawem pierwsze trzy kategorie są w pełni legalne. Oznacza to, że nielegalny obieg stanowi maksymalnie 17% cyrkulacji treści. A należy pamiętać, że część z tych 17 procent to ściągnięcia darmowe, ale w pełni legalne – np. treści z domeny publicznej, na wolnych licencjach, ale również pliki, które sami twórcy zamieścili do swobodnego pobierania.

Powyższe dane nie stanowią obrazu całości rynku muzycznego, ani nie przesądzają na korzyść żadnej ze stron sporu. Stanowią opis kolekcji plików muzycznych, które posiadają Amerykanie oraz Niemcy i pokazują pewne trendy w ich zachowaniu. Nie obejmują sprzedaży płyt CD ani usług streamingowych dostępnych w internecie. Pokazują jednak, że ta grupa, którą najczęściej oskarża się o działanie na niekorzyść przemysłu praw autorskich to w rzeczywistości osoby płacące najwięcej za muzykę, ale – i to ich największy „grzech” – nie w taki sposób, w jaki życzyłyby sobie wielkie, stare wytwórnie fonograficzne. W tym wypadku nie ma znaczenia interes twórców (których zarobki wzrosły przynajmniej dwukrotnie odkąd pojawiła się możliwość masowego dzielenia się plikami) ani ogólne przychody przemysłu fonograficznego, a wyłącznie próba zachowania starego, analogowego modelu dystrybucji.

Tabelki oraz wykresy dostępne są w artykule źródłowym.

fot. Ferrari + caballos + fuerza = cerebro Humano CC BY-SA