Pamiętaj: możesz skserować albo zeskanować całą książkę – nawet w bibliotece! Prawo autorskie pozwala na to w ramach tzw. dozwolonego użytku. Nie stawia ono żadnych ograniczeń co do ilości stron czy typu publikacji.

Mówi o tym artykuł 23 paragraf 1 Ustawy z 4 lutego 1994 o prawie autorskim i prawach pokrewnych:

„Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego”.

Jak to działa dokładnie? Przeczytaj poniżej lub obejrzyj materiały wideo Bibliosfera.tv z Barbarą Szczepańską, koordynatorką krajową ds. własności intelektualnej fundacji eIFL z ramienia Poznańskiej Fundacji Bibliotek Naukowych oraz odp. z seriwsu pierwszej pomocy prawnej prowadzonego prze Fundację Nowoczesna Polska. Zapoznaj się również z naszą odpowiedzią na zarzuty Polskiej Izby Książki.

Centrum Cyfrowe Projekt: Polska razem z Bibliosfera.net organizuje dla Was konkurs o dozwolonym użytku w bibliotekach by promować wiedzę na ten temat. Więcej o konkursie znajdziecie pod poniższym linkiem:

http://conasuwiera.pl/kserowanie-konkurs/

Jeśli chcesz otrzymać materiały promujące akcję (plakaty) napisz o planach ich wykorzystania na adres jdanecki@centrumcyfrowe.pl

 

Pobierz plakat o kserowaniu w formacie A2 (PDF) oraz plakat o skanowaniu A2(PDF) lub komplet tapet HD i banerów (w rozmiarze facebook cover photo) obu plakatów.

Kserowanie – wiedza praktyczna

Prześledźmy zagadnienie od początku: co mogłoby stanowić podstawę do odebrania nam możliwości kserowania? Najbardziej oczywistymi wyborami będą art. 16 oraz 17 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, które dają posiadaczowi praw autorskich wyłączność na korzystanie oraz nadzór nad utworem. Dopiero udzielając różnych licencji i zgód twórca pozwala innym na dostęp lub korzystanie ze swojego dzieła. Wynika z tego, że stworzenie każdej kolejnej kopii wymaga zgody autora lub posiadacza praw autorskich.

A właściwie wynikałoby, gdyby nie zacytowany już artykuł 23, który otwiera kategorię dozwolonego użytku.

1. Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. (…)

2. Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.

W tej definicji zawiera się również pozwolenie na kopiowanie. Możemy kopiować dowolną książkę, skrypt, prezentację, notatki i wszelkie inne materiały edukacyjne dla siebie, swojej rodziny, przyjaciół i innych osób, z którymi jesteśmy w związku osobistym. To ostatnie wyrażenie jest tematem na osobny artykuł – co ono oznacza? Czy jesteśmy w związku osobistym z każdym z kilkuset fejsbukowych znajomych? Czy 150 osób na roku jest związanych z nami osobiście? To jeden z zasadniczych problemów prawa autorskiego w obecnym kształcie. Ale na pewno możemy takie kopie zrobić dla siebie.

Jaki jest limit kserowania?

W dyskusji pojawiają się często argumenty o tym, ze można kserować, ale tylko fragmenty albo tylko ograniczoną liczbę egzemplarzy. Nie ma żadnego powodu, żeby interpretować prawo w ten sposób. Każde z nas może dokonać dowolnej ilości kopii, które spełniają warunki dozwolonego użytku. W książce „Prawo autorskie i prawa pokrewne” J. Barta i R. Markiewicz piszą:

Przypadki kserowania chronionych utworów w całości znane były niewątpliwie ustawodawcy przygotowującemu ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych (…) jednak ani w jej pierwotnym tekście, ani w tekstach po nowelizacji z 2000 r. i 2002 r. nie wprowadzono żadnych restrykcji co do dopuszczalnej liczby kopiowanych stron.[1]

Gdyby opinia autorów nie stanowiła wystarczającego argumentu dla osób, które uważają, że kserowanie w całości jest nielegalne, to z pomocą przychodzi Trybunał Konstytucyjny, który w wyroku z 16 września 2003 stwierdził, że jeśli nie dochodzi do zmian w regulacjach (pomimo napływających sygnałów o problemach z zastosowaniem przepisów prawa autorskiego), to nie można interpretować ich na niekorzyść obywatela, ponieważ zagroziłoby to zaufaniu do państwa.

Podsumowując: każde z nas może swobodnie kserować dowolne materiały dla siebie oraz wszystkich osób, z którymi pozostaje w związku z osobistym, o ile nie ma to charakteru handlowego.

Ryzyko wykroczenia poza ramy dozwolonego użytku pojawia się z chwilą udostępniania treści – należy uważać, by kserowane treści wykorzystywać tylko prywatnie lub przekazywać w kręgu bliskich i znajomych. Nie należy też udostępniać treści w publicznym internecie. Dozwolony użytek nie obejmuje także odbitek, które są dokonywane przez komercyjne podmioty na własne potrzeby (na przykład w celu późniejszej sprzedaży), a nie na zamówienie osoby prywatnej.

Kserowanie książek z biblioteki

Kategorią, która często sprawia problemy jest pytanie o możliwość kserowania książek i innych materiałów, które pożyczamy z biblioteki. Odpowiedź jest prosta i po lekturze poprzedniego akapitu nikogo nie zdziwi: kserowanie książek z biblioteki jest okej. Art. 28 mówi, że biblioteki mogą nieodpłatnie udostępniać egzemplarze utworów. Nie ma znaczenia czy pożyczamy pozycję do domu, czy siadamy do niej w czytelni – po jej otrzymaniu wchodzimy w sferę swobodnego, dozwolonego użytku. Nie ma żadnych przeciwwskazań, żeby rozpocząć powielanie. Jedyną przeszkodą mogą być wewnętrzne przepisy i regulaminy, ale nie wynikają one z prawa autorskiego – to po prostu zarządzenie władz uczelni lub biblioteki. Możesz zapytać, dlaczego postanowiły wprowadzić zakazy uderzające w studentów – być może wynika to tylko z nieznajomości prawa i ulegnie zmianie po interwencji?

Kopiowanie w punktach ksero

Pojawia się jednak pytanie: skoro dozwolony użytek opisujemy jako osobisty albo własny, to czy oznacza to, że musimy sami dokonywać zwielokrotnienia utworu? Dylemat ten w dużej mierze rozwiązała nowelizacja z 2002 roku, w której art. 20 otrzymał nowe znaczenie. Posiadacze urządzeń reprograficznych (np. kserokopiarki), którzy „prowadzą działalność gospodarczą w zakresie zwielokrotniania dla własnego użytku osobistego osób trzecich” zostali obciążeni opłatą, która kierowana jest do organizacji zbiorowego zarządzania odprowadzającej opłaty dla autorów.

Przepis ten przesądza zatem, że zwielokrotnienie utworu, (…) prowadzone w ramach dozwolonego użytku osobistego, może być dokonywane przez osobę trzecią, a więc również przez „punkt kserograficzny” działający w celach zarobkowych.[2]

Kserowanie materiałów przez wykładowców

Dostęp do wiedzy bywa utrudniony przez czynniki od nas niezależne. Popularny przykład: w całym mieście są dwa egzemplarze książki, jeden z nich posiada prowadzący zajęcia, a drugi został wypożyczony jakiemuś doktorantowi w 1996 i od tej pory słuch o nim zaginął. Czy wykładowca może zgodnie z prawem udostępnić nam tekst wymagany do egzaminu lub zajęć? Tak. Prócz „zwykłego” dozwolonego użytku mamy artykuł 27, który mówi, że instytucje naukowe i oświatowe mogą w celach dydaktycznych sporządzać egzemplarze fragmentów utworów. To oznacza w szczególności, że pracownik takiej instytucji może kserować materiały dla studentów, których uczy.

A co ze ściąganiem książek z internetu?

Polską specyfiką jest fakt, że jedną z największych baz materiałów naukowych jest pewien komercyjny serwis pozwalający na dzielenie się plikami. Czy ściąganie zamieszczonych tam pozycji jest legalne? Tak. Należy pamiętać, że zgodnie z polskim prawem autorskim ściąganie książek, grafiki, muzyki czy filmów jest zawsze legalne. Na konsekwencje narażają się jednak osoby, które pliki udostępniają. Cytowany już art. 23 pozwala na swobodne dzielenie się tylko z osobami, z którymi pozostajemy w stosunku osobistym, treści zamieszczone w sieci z założenia dostępne są szerszemu gronu. Co ciekawe – jeśli sami tworzymy materiały edukacyjne (notatki, skrypty itp.) i udostępniamy je swobodnie w sieci, to teoretycznie możemy sprawić komuś kłopoty, jeśli udostępni to dzieło dalej – nasz utwór jest przedmiotem praw autorskich, nawet jeśli nie oznaczymy tego w jakikolwiek sposób. Drobna rada na boku: udostępniajcie swoje notatki i skrypty na wolnych lub otwartych licencjach. Jeśli chcecie się dzielić – pozwólcie innym robić to zgodnie z prawem.

Czy kserowanie szkodzi wydawcom?

Bardzo powszechna jest opinia, że kserowanie książek może szkodzić wydawcom oraz autorom. Należy jednak pamiętać, że prawo przewiduje rekompensatę tych potencjalnych strat. Na każdą ryzę papieru, każda kserokopiarkę i inne urządzenie mogące służyć zwielokrotnianiu nałożona jest specjalna opłata tzw. opłata reprograficzna, która trafia do odpowiedniej organizacji zbiorowego zarządzania, której obowiązkiem jest przekazanie tych pieniędzy podmiotom uprawnionym. W dużym skrócie – na każdą kartkę, którą kupujesz (niezależnie od tego, co z nią zrobisz) nałożony jest specjalny podatek, który ma służyć kompensowaniu potencjalnych strat. Płacimy za dozwolony użytek, korzystajmy z niego.

Czy kserowanie szkodzi nauce?

To argument, który w dyskusji pojawia się bardzo często, wynika z niego, że kserowanie doprowadzi do sytuacji, w której w Polsce przestanie się wydawać książki i artykuły naukowe. Tego typu argument jest nieprawdziwy na kilku poziomach. Zanim przejdziemy do wytłumaczenia zagadnienia należy zapamiętać kilka rzeczy: prawo autorskie zostało stworzone, aby służyć społeczeństwu, a nie wydawcom i autorom; edukacja jest Prawem Człowieka; Bank Światowy uznał, że bariery ekonomiczne stanowią podstawową blokadę dla edukacji i rozwoju.

Na świecie coraz więcej instytucji naukowych oraz rządów przyjmuje strategię Open Access, tj. taką, która pozwala na darmowy i swobodny dostęp do osiągnięć nauki. Pozwala to z jednej strony przyspieszyć rozwój poprzez ułatwienie przepływu osiągnięć, a z drugiej poprawić jakość badań. Strategia ta została przyjęta przez najlepsze uniwersytety na świecie, w tym MIT oraz Harvard, została również wpisana w plany rozwoju brytyjskiej nauki. Władze Kalifornii postanowiły stworzyć zestaw darmowych e-podręczników dla studentów. Komisarz Europejska Neelie Kroes powiedziała, że coraz częściej nowe odkrycia mają miejsce na skutek manipulowania już istniejącymi danymi, dlatego dostęp dla nich jest znaczącą kwestią. Można traktować to jako dowód na to, że otwarcie zasobów nie szkodzi nauce, a dzieje się wręcz przeciwnie.

Niestety, w Polsce większość publikacji naukowych zostaje wydana wyłącznie na papierze, często w niewystarczającej ilości egzemplarzy i w zaporowo wysokiej cenie (nie pomaga forma – twarda okładka, drogi, śnieżnobiały papier…) – tworzy to niepotrzebne bariery w dostępie do wiedzy. Do tego warto pamiętać, że większość najlepszych wydawnictw akademickich finansowanych jest z pieniędzy publicznych, dotyczy to również badań. Oznacza to sytuację, w której jesteśmy zmuszeni kilkakrotnie płacić za treści – najpierw w formie podatków, a następnie przy ladzie w księgarni.

Mając to na uwadze należy zapytać: czy ważniejszy jest rozwój społeczny i umożliwienie ludziom (zwłaszcza nieuprzywilejowanym) dostępu do edukacji, czy interes wydawnictw, które i tak utrzymują się z budżetu państwa? Dopóki w Polsce nie wprowadzi się spójnej polityki Otwartego Dostępu musimy polegać na nieautoryzowanych, ale (to należy podkreślać na każdym kroku!) legalnych źródłach wiedzy i na jej nieformalnym obiegu – między innymi dzięki kserokopiarkom.

A co z trójstopniowym testem?

W komentarzach do akcji słyszymy, że nie uwzględniliśmy zapisów art. 35, będącego wdrożenim do polskiego prawa testu trójstopniowego z Konwencji Berneńskiej i Porozumienia TRIPS. Test ten, w wersji zapisanej w TRIPS stwierdza: „Państwa Członkowskie mogą wprowadzać ograniczenia i wyłączenia jednakże wyłącznie: 1. W określonych przypadkach szczególnych, 2. Ograniczenie nie narusza normalnego korzystania z dzieła oraz 3. Nie stanowi nieuzasadnionego naruszenia uprawnionych interesów podmiotów uprawnionych”. Powszechnie przyjmuje się, że test ten powinien być stosowany w momencie formułowania prawa. Jednak polskie zapisy rodzą wątpliwość, czy test nie powinien też być stosowany do oceny poszczególnych zachowań podpadających pod dozwolony użytek.

Przede wszystkim, zgadzamy się z opinią prof. Ryszarda Markiewicza, przedstawioną w w zeszłym roku w ramach prac zespołu eksperckiego przy MKiDN, że tą wątpliwość należy rozwiązać usuwając artykuł 35 z polskiej ustawy. Naszym zdaniem gdyby test miał być stosowany do jednostkowych zachowań, to w praktyce rodziłby dużą niepewność użytkowników treści co do zakresu dozwolonego użytku. Użytkownicy potrzebują jasnego prawa, niedopuszczalne są sytuacje, w których powszechna jest wątpliwość, czy wykonując codzienne czynności nie jest się przestępcą.

Jednak nawet jeśli zastosujemy test do oceny poszczególnych zachowań podpadających pod dozwolony użytek, to kserowanie nawet całości tytułu na własne, prywatne potrzeby i nie prowadząc działalności handlowej, mieści się w zakresie dozwolonego użytku i spełnia test z art. 35. Jest tak w szczególności dlatego, że ustawodawca przewidział opłaty reprograficzne od sprzedaży m.in. kserokopiarek i czystego papieru, przekazywanych następnie twórcom i producentom treści. Co więcej, w licznych przypadkach kserowanie nie może naruszyć interesów – gdy na przykład kopiujemy książkę, która nie jest już dostępna na rynku, i nikt na niej nie zarabia (co zdarza się często w przypadku materiałów kursowych na studiach).

Polecamy też nasze opracowanie „Granice dozwolonego użytku prywatnego”, w którym Edyta Konopczyńska stwierdza w kontekście rozważań o teście trójstopniowym: „Ewolucja testu w kierunku jego zaostrzania i nacisk położony w interpretacji na interesy majątkowe podmiotów uprawnionych z niedostatecznym uwzględnieniem interesu publicznego powodują, że za pomocą tego narzędzia można zanegować w zasadzie każdą postać dozwolonego użytku prywatnego. Tymczasem w ocenie zachowań użytkowników należy brać pod uwagę interes społeczny w postaci gwarantowanej w Konstytucji RP wolności korzystania z dorobku kulturalnego”.

Opracowanie: Kuba Danecki, Katarzyna Rybicka

[1]Barta J., Markiewicz R., Prawo autorskie i prawa pokrewne, wyd. Wolters Kluwer 2011, s. 159

[2]Ibidem, s. 160